z życia wzięte

Ciąża w bliźnie po cesarskim cięciu – to się zdarza

ciąża w bliźnie po cesarskim cięciu

Ciąża w bliźnie po cesarskim cięciu – to się zdarza.

Od kilku tygodni przymierzam się do napisania tego postu, ponieważ temat chociaż już dla mnie odległy, to te przeżycia gdzieś tam jeszcze we mnie są.
Tak naprawdę chcę o tym napisać, ponieważ czasami otrzymuję prywatne meile od dziewczyn, które zmagają się z problemem ciąży w bliźnie po cesarskim cięciu i szukają ratunku oraz pocieszenia.

Opiszę w skrócie swój przypadek, aby dodać wiary i nadziei dla dziewczyn, które może to spotka i będziecie gdzieś tam w necie, po słowach kluczowych „ciąża w bliźnie po cesarskim cięciu” szukały wszelkich informacji na ten temat, oraz tak  naprawdę ratunku dla siebie.

Czym jest ciąża w bliźniej po cesarskim cięciu?

Jest jedną z najrzadziej występujących i zagrażających życiu kobiety rodzajów ciąży pozamacicznej.
Polega ona na zagnieżdżeniu się, zapłodnionej komórki jajowej poza obrębem błony śluzowej jamy macicy.
Ciąże te najczęściej umiejscawiane są w jajowodzie (92% przypadków). W ostanich latach coraz większa grupa kobiet ze względów zdrowotnych lub na własne życzenie decyduje się na poród przez cesarskie cięcie, dlatego liczba ciąż umiejscowionych w bliźnie p c.c. ciągle rośnie.
Dla przykładu w roku 2001 odnotowano 19 przypadków takich ciąż, a w roku 2011 aż 751.
(źródło: http://www.wple.net/plek/numery_2017/numer-5-2017/233-235.pdf).

Taka sytuacja spotkała i mnie, kiedy kilka lat temu zaszłam w ciażę, która umiejscowiła się w bliźnie po c.c.
Dowiedziałam się o tym w 8 tygodniu ciąży. Dostałam wtedy od lekarza, skierowanie do specjalistycznej kliniki w Warszawie.
W szpitalu spędziłam dokładnie 8 tygodni. To był prawdziwy koszmar mojego życia.
Lekarze w klinice robili wszystko aby tą ciąże zatrzymać (miałam podane 3 serie metotreksatu, jednak lek ten na moją ciąże nie zadziałał i płód nie chciał obumrzeć). Próbowano odsysać mi, pod narkozą wody płodowe (ale dzidziuś siusiał i wody płodowe się odnawiały), aż po kilu tygodniach ponownie pod narkozą wstrzyknięto coś do serduszka płodu i się zatrzymało. Miało to miejsce w 16 tygodniu ciąży.
Podobno taka ciąża może rozwijać się poza macicą maksymalnie do 16 tygodnia (tak mi mówiono w szpitalu) później  grozi pęknięciem tętnicy i śmiercią matki.
Przez te 8 tygodni było mi bardzo ciężko, ponieważ nie wiedziałam czy przeżyję, lekarze codziennie na dyżurach mówili mi, że jestem jak bomba zegarowa która w każdej chwili może wybuchnąć.
Z czasem już nawet, nie miałam siły płakać, a gdy się budziłam po nocy wolałam żyć w świecie snów, niż w tym realnym świecie mojej tragedii.
Po tylu latach (gdy wracam myślami do tej sytuacji) nadal wszystko jest dla mnie takie świeże, tego chyba nie da się zapomnieć do końca życia.
Ale ciążę zatrzymano, przeżyłam i żyję nadal.
W szpitalu były momenty, że chciałam na własne życzenie prosić aby mi usunęli wszystkie narządy rodne, abym tylko mogła żyć dalej i wychować naszego wówczas 6 letniego syna. Jednak lekarze, nie byli za bardzo chętni na taki krok i robili wszystko aby uratować moje narządy oraz oczywiście mnie, abym mogła jeszcze kiedyś spróbować urodzić dziecko.
Po wyjściu ze szpitala  przez 2 lata miałam dużą depresję . Pamiętam, że nie mogłam nawet tańczyć, bo myślałam jak ja mogę tańczyć i się bawić, jeśli moje dziecko umarło w taki sposób?
Z czasem wszystko zaczęło się zacierać, wracała radość tego, że żyję i mogę cieszyć się codziennością.
Chciałam mieć jeszcze dziecko, ale bałam się, że znowu może mnie spotkać podobna tragedia.
W sumie 6 lat rozterek i myśli związanych z decyzją: czy zaryzykować i zajść jeszcze raz w ciąże?
Chyba mój instynkt macierzyński był silniejszy od strachu, bo przełamałam się i odważyłam przeżyć to jeszcze raz.
Udało się, urodziłam naszą córeczkę, która teraz ma już 2 latka.
Cała ciąża przebiegła beż żadnych komplikacji. A nasza córeczka urodziła się zdrowa.
Także dziewczyny, jeśli szukacie pomocy, musicie wiedzieć, że takiej ciąży umiejscowionej w bliźnie po cesarskim cięciu nie da się uratować. Trzeba to przeżyć.
A dopóki żyjemy, zawsze jest nadzieja, że uda nam się urodzić dziecko.
Napiszę Wam tylko, że ja urodziłam 2 dzieci mając: macicę jednorożną, nerkę miedniczną, brak lewego jajnika, przebyte wcześniej samoistne poronienia, oraz bliznę po c.c.
Widzicie same, że nigdy nie wolno się poddawać.
Trzymam za Was kciuki, piszcie jeśli macie jakieś pytania.

Przeczytaj również

27 komentarzy

  • Reply
    Sylwia nec
    24/08/2018 at 08:46

    A jak ja urodzola dwa lata temu po porodzie i nie m8ge zajsc w ciaze co mam zrobic bo chcemy z mojim prtnerem druge dziecko a nic nie wychodzi a jak mam torbiela to zajde w ciąże jeszcze kedys

  • Reply
    Ola
    20/12/2018 at 10:34

    Witam , ciąża w bliznie spotkała i mnie. Jestem tydzień po operacji. Chciałam zapytać czy lekarze nie wspominali o rekonstrukcji blizny przed kolejną ciążą? Usłyszałam że powinnam się na to zdecydować, nie ukrywam że za parę lat chcialabym byc w ciąży…

    • Reply
      Monika
      20/12/2018 at 14:08

      Witaj, bardzo mi przykro, że i Ciebie spotkało tak przykre doświadczenie życiowe. Mi nigdy żaden lekarz nie wspominał, że istnieje możliwość rekonstrukcji blizny. Jednak mimo to udało mi się po 6 latach urodzić córeczkę. Jeśli Tobie dawałoby to szansę na donoszenie ciąży to powinnaś się poddać takiemu zabiegowi, jeśli nie jest w niczym ryzykowny. A w jakim szpitalu i gdzie miałaś ten zabieg związany z ciążą w bliźnie ?Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę wszystkiego co Najlepsze.

  • Reply
    Ola
    21/12/2018 at 18:30

    Dziękuje za odpowiedź. Zabieg miałam robiony w Hamburgu, w UKE . W tej klinice zmarł mój synek przez rozległe wady rozwojowe, żył 32 dni, w kolejnej ciąży miałam naczynia przodujace (vasa previa) w 36 tygodniu miałam przeprowadzoną cesarke, na szczęście maluch zdrowy jak ryba, ale cała ciąża w strachu. Teraz ciąża w bliznie. Rekonstrukcja blizny to praktycznie cesarskie cięcie tylko bez dziecka… psychicznie jestem wykończona, fizycznie także, anemia pokrwotoczna i złamane serce . Sama wiesz ile to sił kosztuje. Pozdrawiam również serdecznie.

  • Reply
    Monika
    26/01/2019 at 00:38

    Witajcie, to mój pierwszy raz na jakimkolwiek forum… ale z chęcią porozmawiam z kimś kto przeżył ten koszmar co ja … ciąża w bliźnie spotkała i mnie. W 7 tc na pierwszym usg zapadł wyrok, pęcherzyk zagnieździł się w kieszonce blizny. Natychmiast szpital, spędziłam w nim prawie 3 tygodnie zaliczając święta i sylwestra na oddziale. Podano mi chemię i po tygodniu hcg zamiast spadać podwoiło swoją wartość. Na usg pęcherzyk bez zmian był w swoim miejscu i tej samej wielkości. Ja również usłyszałam, że siedzę na tykającej bombie. Codziennie płakałam i zastanawiałam się w której chwili dostanę krwotoku i osieroce dwójkę swoich dzieci. To było coś strasznego, nie spałam po nocach drżąc o własne życie bałam się zasnąć i tego że mogę się nie obudzić. Podali mi kolejna dawkę metotreksatu, po 4 dniach hcg spadło z 35 tys na 23 tys. Po kolejnych 3 dniach urosło na 27 tys. Byłam załamana. Każdy lekarz miał inna wizje co do mojego leczenia co tez nie pomagało … Błagałam ich o usunięcie macicy ale również nie chcieli. Cały czas miałam w głowie jak moje dwa serduszka poradzą sobie bez mamy. W kolejnej dobie zrobili mi usg i na szczęście pęcherzyk się odkleił i cofnął do wnętrza macicy. Dodatkowo pojawił się jeszcze krwiak w macicy – pokłosie metotreksatu. Lekarze zdecydowali o zabiegu wylyzeczkowania macicy ale istniało ryzyko usunięcia macicy. Oczywiście zgodę podpisałam… Zabieg obył się bez komplikacji ale uslyszalam wyrok, że blizna po drugim dziecku jest zbyt cienka i odradzają mi już zachodzenie w ciąże. Istnieje ryzyko, że podczas zaawansowanej ciąży blizna może się rozejść co mogłoby się zakończyć zarówno śmiercią moja jak i dziecka. Minęły 3 tygodnie, fizycznie czuje się dobrze aczkolwiek co chwile łapie jakieś infekcje przez chemię. Psychicznie słabo. Cierpię na bezsenność. Zostały mi lęki przed zaśnięciem – lekarz mówi, że minie. Czekam i nie mogę się doczekać …Serce zostanie złamane już na zawsze… Pozdrawiam Was serdecznie.

    • Reply
      Monika
      03/02/2019 at 14:03

      Witaj, bardzo się cieszę, że miałaś odwagę o tym napisać. Współczuję Ci z całego serca i wiem co czujesz jak zapewne wiedzą to inne kobiety po takich przejściach. Ważne jest abyśmy o tym pisały i mówiły , dajemy tym samym nadzieję innym że można z tego wyjść, przeżyć to a tak jak i ja po latach mieć nawet dziecko. Trzymaj się ciepło. Jesteśmy z Tobą !

  • Reply
    Ewelina
    12/02/2019 at 22:33

    I mnie to też spotkało 😑 wsumie ciągłości się to dwa miesiące . Pierwsza wizyta u ginekologa i słowa że ciąża jest bardzo bliski blizny zagrożona kolejna wizyta widać serduszko bije trzecia wizyta serduszko przestało bić 😥 ginekolog bał się mnie czyścić bo wszystko strasznie blisko blizny po CC podali leki żebym sama poronila nie udało się . Więc zdecydowali się na łyżeczkowanie ale strasznie w czasie zabiegu zaczęłam krwawić unię zostałam do końca wyczyszczona. Odesłani mnie do domu z nadzieją że wszystko jednak samo się oczyści ale plamilam dalej po 2 tygodniach znowu do szpitala obraz USG i rozmowa z lekarzem że to wszystko jest w bliźnie i nie wiedzieli co robić odesłali do innego szpitala . W kolejnym szpitalu zrobiono mi histeroskopie ale zaczęłam kolejny raz krwawić musieli podwiązać mi tętnice i oczywiście nie dali rady wyczyścić więc podano mi metotreksat i kontrolowani bhcg spadek nieznaczny więc podano kolejną dawkę kontrolne bhcg i spadek wyszłam z wartością 9 bhcg . Wczoraj robiłam kontrolne bhcg jest na poziomie 0,85 . Ale po tym leku zaczęłam strasznie krwawić przez 2 dni teraz już lekko krwawię ale nadal się boje ze jest coś nie tak bo to już 1,5 po tym leku a ja nadal leciutko krwawię .skóry że tak Bez ładu i składu pisze .

  • Reply
    Monika
    18/02/2019 at 13:30

    Wiem, że nikt inny mnie tak nie zrozumie jak Wy. Chce również dać siłę innym kobietom, żeby się nie załamywały, bo można z tego wyjsc. Przebywając w szpitalu przekopałam cały internet, jest bardzo mało publikacji na ten temat. Mam nadzieje, że nasze historie pozwolą choć trochę przetrwać innym te ciężkie chwile. Pozdrawiam

  • Reply
    a
    19/02/2019 at 17:05

    Właśnie wróciła ze szpitala. Też przez to przeszłam. Spędziłam w szpitalach dokładnie 2 tyg. 2 dni. I To o tydzień za długo. W pierwszym szpitalu spędziłam tydzień. Może nie do końca stracony, bo wiele się naczytałam i po tygodniu wiedziałam, że wiem więcej od Pana ordynatora na temat postępowania w takim przypadku. Pierwszego dnia podali mi dawkę metotreksatu (choć wszystko wskazywało na to, ze ona nie pomoże – tętno płodu, hcg 2o tys i 8 tydzień). Oprócz skutków ubocznych w postaci świądu skóry i owrzodzeń na ustach dostałam jeszcze dawkę lęku, że ta ciąża zagraża mojemu życiu, że ciągle rośnie, że poczekają 7 dni i podadzą druga dawkę. Tylko dzięki temu, że dużo czytałam i że mój lekarz zasugerował mi, że najlepiej byłoby podać przezpochwowo metotreksat bezpośrednio do jaja płodowego, a nie truć cały organizm postanowiłam dowiedzieć się kto ma taki histeroskop z igła i może to zrobić. Dotychczas myślałam, że to lekarze ze szpitala powinni mi powiedzieć ” Proszę Pani my Pani nie pomożemy, bo nie mamy odpowiedniego doświadczenia i sprzętu, proszę jechać tam i tam”. Ale to tak nie działa. To wiem na pewno. Wypisałam się na własne żądanie. Zmieniłam szpital. Następnego dnia w znieczuleniu ogólnym miałam zabieg przezpochwowego podania metotreksatu bezpośrednio do jaja. Zastosowano cewnik foleya w macicy, żeby nie doszło do krwotoku, bo płód był bardzo unaczyniony i istniało takie ryzyko. Operacja udała się w 100 %. Płód obumarł. HCG spada na łeb na szyję. Po 5 dniach wykonano łyżeczkowanie. Następnego dnia wyszłam do domu. Czyli dziś. Gdybym nie zmieniała szpitala, byłabym po 2 dawce chemii, nic by się nie zmieniło i czekałabym mnie pewnie operacja z otwarciem powłok brzusznych (która nie wiadomo jakby się skończyła i tylko dlatego, bo pierwszy szpital nie posiadał innych metod). Spędziłabym pewnie w szpitalu min. miesiąc jak nie dłużej. Gdybym trafiła od razu do szpitala, który ma w tym doświadczenie, byłoby po wszystkim już tydzień temu. Dlatego najważniejsze – nie panikować, dowiedzieć sie najpierw który szpital ma histeroskop z igła, który szpital ma doświadczenie. Po pierwszym cyklu mam mieć wykonane USG i decyzja co dalej z moja blizną, czy potrzebna jest korekta czy nie i kiedy możemy znowu myśleć o dziecku. Pierwszy tydzień to był koszmar, bałam się o swoje życie i o mojego 7 letnie dziecko. w drugim nikt mnie nie straszył, tylko informował o ew. skutkach ubocznych, zostałam potraktowana profesjonalnie i dzięki temu nie mam traumy.

  • Reply
    Engine
    13/03/2019 at 12:58

    Witam
    Mnie również to spotkało
    Jutro żegnamy naszego aniołka 😢
    W 8tc lekarz na USG stwierdził, że jest ładna ciąża w macicy, serduszko bije ale… Prawdopodobnie trofoblast wrasta się w bliznę po CC. Skierował mnie do innego miasta do szpitala gdzie pracuje profesor specjalista od takich przypadków. 22 stycznia pojechałam tam i niestety wszystko się potwierdziło. Ciąża ładna, duża jak na 8tc, jest tętno i niestety muszę decydować czy chcę utrzymać ciążę, która może się zakończyć porodem lub nie- nikt mi nie da gwarancji lub decyzja o zakończeniu ciąży, która już zagraża mojemu życiu. W każdej chwili może dojść do krwotoku, pęknięcia macicy i jeszcze to wszystko jest blisko pęcherza. Z racji tego, że mam 4 letnia córkę lekarz zasugerował, że najrozsądniej byłoby przerwać ciążę. Nie wybaczę sobie nigdy ale się zdecydowałam 😢
    Pielęgniarki odprowadziły mnie na salę bo po tym co usłyszałam nie wiedziałam co się dzieje. Wezwano psychologa, z którym nie chciałam rozmawiać. Podejmowała jeszcze kilka razy próby rozmowy. Jednak nie chciałam. Musiałam to wszystko sama poukładać sobie w głowie. 24 stycznia wykonano zabieg. Odciągnęli płyn owodniowy i podali metotreksat. Beta hcg przed zabiegiem 46000. Dwa tygodnie leżenia w szpitalu i obserwacja czy poziom bety spada. W między czasie podano mi jeszcze metotreksat dożylnie i domięśniowo. Po dwóch tygodniach beta 9000. Wpisano mnie na przepustkę na 14 dni żeby beta spała poniżej 1000 i wtedy miałam się zgłosić ponownie do szpitala w celu przeprowadzenia operacji i usunięcia ciąży. Powiedzieli że beta musi spaść poniżej 1000 żeby było jak najmniejsze ukrwienie w macicy i jak najmniejsze ryzyko krwotoku oraz ryzyko usunięcia macicy. Na przepustce wytrzymałam 9 dni i dostałam plamienia. Wróciłam do szpitala 14 lutego. 15 lutego zrobiono badania. Beta spała poniżej 1000 ale na USG widać spore ukrwienie w macicy. Trzeba operować i liczyć się z tym, że macicę trzeba będzie usunąć. Powiedzieli, że zrobią wszystko żeby ją uratować bo wiedzieli, że chcę mieć jeszcze szansę zajścia w ciążę. Prosiłam żeby pobrali tkanki do badań DNA ponieważ chciałam pochować mojego aniołka. W tym samym dniu w 11 tc przeprowadzono operację. Macicę uratowali.Usunięto ciążę z macicy i całą bliznę po wcześniejszym CC. Przeprowadzono zabieg naprawczy i plastykę macicy. Pobrali tkanki do badań. Po tygodniu od operacji- 22 lutego wyszłam do domu. 7 marca odebrałam wynik DNA. Straciłam córeczkę- Helenkę😢😢😢
    Jutro odbędzie się pochówek mojego aniołka😢😢😢
    Za pół roku badania kontrolne. Jeśli okaże się, że wszystko ładnie się goi to za rok będę mogła spróbować zajść w ciążę choć na dzień dzisiejszy nie myślę o tym i bardzo się boję kolejnej traumy.
    4 razy byłam w ciąży i urodziłam jedno zdrowe dziecko.
    1 strata w 2012 – ciąża martwa w 13 tc
    2 strata w 2013- ciąża pozamaciczna w 6 tc usunięcie razem z jajowodem
    W 2014 urodziłam zdrową córeczkę przez CC
    Myślałam, że limit mojego pecha się już wyczerpał jednak musiałam przeżyć traumę kolejny raz.
    Nie miałam pojęcia, że istnieje takie coś jak ciąża w bliźnie po CC.
    Z tego co wiem profesor, który mnie operował miał 2 przypadki, że kobiety po takim zabiegu jak mój zaszły w ciążę i urodziły zdrowe dzieci.
    Czy jest tu może ktoś komu również się udało?

    • Reply
      Monika
      13/03/2019 at 13:31

      Witaj, oczywiście że jest szansa, że jeszcze może się udać. Jestem tego dowodem 🙂 Ja tylko żałuję tego, ze nie poprosiłam o pobranie tkanek DNA, i do dzisiaj nie znam płci mojego aniołka. Chyba byłam w szoku, wtedy. Ale wiem, że jest on we mnie, ponieważ ja chociaż miałam zakończoną ciążę w 16 tygodniu nie miałam żadnego zabiegu, wszystko samo się wchłonęło i obumarło we mnie. Aż mam po latach ciarki gdy o tym piszę. Takie przeżycia są na całe życie. jedyne co mogę Ci poradzić tak jak radziłabym sobie samej: daj sobie czas, żałoba też jest potrzebna i spróbuj jeśli lekarz mówi że jest szansa. Pozdrawiam Cię serdecznie.

  • Reply
    Engine
    13/03/2019 at 13:11

    Autorce bloga dziękuję, że go założyła i , że jesteś żywym dowodem na to, że jednak może się jeszcze udać.

  • Reply
    Paie
    06/07/2019 at 17:11

    Pisanie, że nie da się przeżyć donosząc taką ciąże jest błędne. W lutym tego roku zbierana była krew dla kobiety, która miała urodzić swojego synka z ciąży zagnieżdżonej w bliźnie. Nie zgodziła się na usunięcie dziecka, ciąże donosiła i jest teraz szczęśliwą mamą 3 dzieci.

  • Reply
    Ulek
    30/08/2019 at 22:52

    Dziewczyny, strasznie Wam współczuję! Jestem po 2 próbach porodu, zakończonych cc. Do tej pory bardzo to przeżywam, bo chciałam urodzić normalnie. Marzę o trzecim dziecku, ale coraz bardziej boję się, że coś pójdzie nie tak, zwłaszcza, że nie mogę już próbować normalnego porodu. Nie potrafię sobie wyobrazić decyzji o usunięciu ciąży, jesteście szalenie odważne. Nawet gdybym miała w głowie, że muszę żyć dla moich cudownych synów, nie umiałabym zgodzić się na działania przeciwko dzieciątku w brzuchu. Jesteście dzielne, że po takiej tragedii decydujecie się na kolejną ciążę. Oby Wasze dzieciaczki były zdrowe!

  • Reply
    Beata
    09/09/2019 at 17:55

    Witam dziewczyny ja wladnie jestem w takiej ciazy w blizinie po cesarskim cięciu jest to 6 tyg i 6 dni dzis jestem po drugim usg ale boje sie bardzo bo pani doktor myśli ze ciaza rozwija sie w kierunku przeciwnym niz powinno ale ona powiedziała ze nie jest az tak doświadczona zeby to stwierdzic na 💯 % to musi ocenic radiolog specjalista po pierwszym usg radiolog stwierdził że jest malutka nadzieja ze ciąża bedzue sie rozwijać w kierunku macicy a to daje szanse choc duze rezyko na urodzenie dziecka nie chce usuwać zabijać tego maleństwa widać ze bardzo chce zyc 💛 mu bije jak dzwon tylko to miejsce zagniezdzenia tak bardzo sie boje powiem ze ostatnią cc mialalam w styczniu 2015 prosze podpowiedzcie co mam zrobić mam juz 40 lat a bardzo bym chciała to maleństwo miec i dac mu szansę by żyło. Beata

  • Reply
    FG
    26/09/2019 at 12:30

    Jezu, nie mogę tego czytać!
    Twoje dziecko walczyło o życie do 16tc! A Wy robiliście wszystko, żeby je zabić. To jakis dramat! Taką ciążę można donosić, pod ścisłą kontrolą lekarza, leżąc na patologii ciąży, tylko jest to ryzykowne. A żaden lekarz nie lubi podejmować ryzyka, więc najłatwiej powiedzieć- usuń, bo umrzesz. Serce pęka.
    Zwłaszcza w Twoim przypadku, autorko. Przypadku tak rozpaczliwej walki o życie.

  • Reply
    Ruda
    07/10/2019 at 08:20

    Witajcie. Jestem w trakcie tzw.leczwnia. wyrok ciąża w bliźnie po CC.blisko szyjki i pęcherza moczowego. Szanse? Hm …mam troje dzieci. Nie wyobrażam sobie opieki nad nimi i bycia kaleka-bo tylko tak mogłabym przeżyć taka ciążę.
    Decyzja podjęta. Zabieg chemoembolizacji był, brak efektu. Metotreksat domięśniowo – brak efektu…potem weekend i czekamy dziś kolejnych kroków.
    Boli mnie bardzo, bo strata jest ogromna ale rodzina jest ważna.

  • Reply
    Ewelina
    26/12/2019 at 23:18

    Ja już tym pisałam rok temu straciłam dziecko , w szpitalu w którym byłam powiedzieli mi po t wszystkim żebym się dobrze zabezpieczyła i dzieci już nie miala . Ale ja che , już rok minął . Mój gin mówi że nigdy nic nie wiadomo ale nie da mi zielonego światła . Może jest jakieś badanie które da się zrobić żeby wiedzieć jak ta moja blizna po tym wszystkim wygląda ??? Czy jednak może jest jakaś iskierka nadziei że może jednak można 😁

    • Reply
      Monika
      01/02/2020 at 14:36

      Z tego co wiem są badania na bliznę po cc. na jej grubość. Ale musisz z tym zwrócić się do dobrego lekarza.

  • Reply
    jagna
    01/03/2020 at 12:20

    13.01 ku mojemu zaskoczeniu na tescie pojawily sie dwie kreski. Trzy tyg wczesniej dowiedzielosmy sie, ze bez invitro nie mamy za duzych szans wiec radosc byla ogromna. Beta z krwi pieknie rosla. 29.01 moja gin na usg zauwazyla puste jajo plodowe ulokowane w bliznie. Pilne skierowanie do szpitala gin-pol. 30.01 na szpitalnym usg ujawnil sie zarodek z pieknie bijacym sercem. Wrosniety w blizne, na granicy macicy z szyjka. Beta 34 tys. Kolejnego dnia zabieg – zalozono mi cewnik Folleya w celu zahamowania rozwoju ciazy. Wylam przez tydzien non stop. Wypuszczono mnie z beta na poziomie 25 tys, z zaleceniem kontroli co tydzien. Zarodek przestal zyc… po tygodniu beta 39 tys wiec znow na oddzial. Tym razem dwa zabiegi – podanie mtx prosto do jaja plodowego (przez brzuch) i kolejny cewnik. Wrocilam do lekow na depresje, ktore bralam przed ciaza. Zaczelam terapie. Wciaz ryczalam. Beta spadala, na kotroli 24.01 wynosila 6800, usg sugerowalo, ze organizm sie oczyszcza, ale wszystko potrwa jeszcze bardzo dlugo. W czwartek 27.01 dostalam krwotoku, z miejscowego szpitala przetransportowano mnie do tego, w ktorym mialam zabiegi (mieszkam 70 km od niego, balam sie sama jechac prosto tam gdy lecialo ze mnie jak z kranu). Bol nie do opisania, krzyzowy, oplatajacy w pasie, skrecajacy. Okazalo sie, ze poronienie trwa, na usg i w badaniu gin wszystko ok. Beta 3600. Podano mi exacyl na zahamowianie krwawienia i monitorowano az do dzis. Poranne wyniki bety 2200, przepustka do domu. Czuje sie pusta i bezuzyteczna, nic nie warta. Skonczylam 35 lat, mam 9 letnia corke z poprzedniego zwiazku. Nie wiem czy bede miala sily dalej probowac… Jestem rozczarowana losem, ktory dal mi euforyczne szczescie po czym je zabral… nie moge patrzec na brzuchatki i na noworodki, lzy same naplywaja do oczu…

    • Reply
      Monika
      01/03/2020 at 19:27

      Bardzo Ci współczuję, i mogę Ci tylko powiedzieć, że też tak cierpiałam jak Ty. Przez 2 lata depresja, nie mogłam wejść do klubu nawet posiedzieć.
      Po 6 latach dopiero odważyłam się spróbować ostatni raz, i się udało , miałam 39 lat kiedy urodziłam córeczkę. Twoje przeżycia są świeże, musi minąć trochę czasu. Ale nigdy się nie poddawaj, nigdy !!!!
      Życzę Ci aby następnym razem wszystko się udało.

    • Reply
      Monika
      01/03/2020 at 19:28

      Możesz do mnie napisać na meila, napiszę Ci więcej.

  • Reply
    Ropuszek
    24/05/2020 at 18:44

    Witam, jestem kolejną z Was, której przytrafiła się ciąża w bliźnie… To była moja trzecia ciąża (pierwsza zakończona samoistnym poronieniem w 7tyg), z drugiej ciąży mam córeczkę (w tym roku kończy 8lat), która od jakiegoś czasu modliła się o rodzeństwo…no i tak się złożyło, ze pod koniec lutego zaczął boleć mnie brzuch, pierwsze co zrobiłam to test ciążowy. Dwie kreski, jakieś miałam dziwne przeczucie, że nie powinnam się za wcześnie cieszyć, poki lekarz nie potwierdzi, że wszystko jest w porzadku. Zanim jednak dotarłam do mojego gin., trafiłam do szpitala z obfitym krwawieniem, byłam przerażona, tak bardzo chciałam mieć drugie dziecko…niestety trafiłam do szpitala, w którym lekarze kompletnie nie wiedzieli co ze mną zrobić, dostalam leki na podtrzymanie ciąży, po 4dniach wypisali mnie do domu z dalszym plamieniem, kazano mi zrobić beta i wrocic za kilka dni do szpitala. Po wyjściu ze szpitala poszlam do mojego gin., akurat mialam umówiona wizyte. Lekarz zrobil mi usg i uslyszalam i widzialam bicie serduszka mojego maleństwa i tą straszną informację, że ciąża jest w bliźnie po cc. O ile w szpitalu mówiono mi, że prawdopodobnie płód jest martwy, tu okazało się, że ma się dobrze. Moj lekarz od razu kazał mi jechać do kliniki we Wrocławiu, gdzie zajmują sie takimi przypadkami. Pojechałam, trafiłam na wspaniały personel medyczny, lekarzy, pielęgniarki, którzy robili wszystko, żeby ratować moje życie… podano mi metotrexat do jaja płodowego i założono cewnik folleya, po dwóch dniach, gdy beta spadala zrobiono mi lyzeczkowanie. W szpitalu bylam tydzień. Z początku czułam ulgę, że jestem cała i zdrowa, z pozostawioną macicą, że mogę cieszyć się mężem, córką… postanowiłam, że próbować nie będę, za bardzo się boję, o siebie, o moje dziecko, żeby nie zostala bez mamy, ale tak jak bardzo się boję, tak bardzo chciałabym mieć kolejne dziecko. Mijają prawie 3 miesiące od tego koszmaru, nie ma dnia, żebym o tym nie myślała…ale jakoś staralam się funkcjonować…dowiedziałam się jakiś czas temu, że moja przyjaciółka jest w ciąży, ma termin na listopad, podobnie jak ja bym miała…od tamtej pory płacze, cieszę się z całego serca szczęściem przyjaciółki, nie czuję zazdrosci…płacze po moim dziecku, którego nigdy nie przytule, nie ucałuje…zawsze chcialam mieć trójkę dzieci, tłumacze sobie, że mam…dwójkę Aniołków w niebie i jednego Aniołka na Ziemi, przy sobie…dziękuję, że stworzylaś takie miejsce, w którym można z siebie wyrzucić to, co tylko kobieta po takiej stracie może czuć, wiedzieć, zrozumieć. Pozdrawiam serdecznie.

  • Reply
    Emgine
    05/06/2020 at 13:55

    Ewelina
    Bliznę bada się przez usg dopochwowe. Ważne, żeby był dobry sprzęt i dobry lekarz.
    Ja 1.06. Miałam takie badanie i dostałam zielone światło. Blizna ładnie się zagoiła.
    Jeszcze biję się z myślami bo mam ogromny strach ale myślę, że spróbuję po raz ostatni.

  • Reply
    Aneta
    20/08/2020 at 22:07

    Witam

    Pół roku temu również dotknęła mnie tragedia taka jak Was… zaszłam w ciąże. Pierwsza wizyta u lekarza – martwa ciąża, lada dzień powinnam poronić. Kilka dni po wizycie dostaje silnego krwawienia. Idę na kontrolę – nie poroniłam a serce dziecka zaczęło bić i znowu cios w serce – ciąża w bliźnie po cc. Dostałam skierowanie na Polną w Poznaniu. Tam profesorowie mnie zbadali. Wyrok: ciąża w bliźnie. I podjęcie szybkiej decyzji: albo zatrzymanie ciąży i możliwość dalszego starania sie o dziecko albo utrzymanie ciaży z ogromnym ryzykiem utraty i dziecka i siebie. (Takich ciąż się nie utrzymuje). Człowiek ma milion myśli w danym momencie bo nie wie co zrobić… Czekał na mnie 2 letni syn w domu i to o nim wtedy pomyślałam… Dostałam lek pod narkozą dopochwowo do płodu oraz domięśniowo… 2 tygodnie w szpitalu, gdyby nie to że w tym czasie usłyszałam dużo historii od kobiet, które nie mogą mieć dzieci albo po raz któryś mają ciąże pozamaciczną a na nie nikt w domu nie czeka pewnie bym się całkiem załamała. Dla mnie była to forma terapii.. Poronienie trwało u mnie 5 m-cy.. tak długo się czyściłam. Chcę mieć więcej dzieci. Jestem osobą silną psychicznie i nie poddaje się tak łatwo ale wczoraj na kontroli u lekarza trochę się zawahałam… Usłyszałam „nie wchodzi się 2 razy do tej samej rzeki”… mogę mieć nie do końca zagojoną bliznę i ubytek w ściance macicy… ale jak nie spróbuje to się nie dowiem prawda? Dlatego szukałam w internecie właśnie takich prawdziwych historii czy komuś udało się normalnie zajść w ciąże.. szukałam nadziejii i dziękuje, że swoją historią na blogu dałaś mi ją.
    Pozdrawiam

    • Reply
      Monika
      24/08/2020 at 10:54

      Nigdy nie można się poddawać. To co Cię spotkało, to przypadek jeden na miliony kobiet, a jednak się zdarza.
      Trzymam kciuki za Ciebie, odezwij się jak się uda, na pewno tak będzie.

  • Reply
    JAGNA
    20/09/2020 at 10:06

    Dawno tu nie zagladalam, ale dzis jest dzien, na ktory wyznaczono mi termin porodu na pierwszej wizycie i wszystkie demony wrocily… myslalam, ze sobie juz poradzilam, ale moje emocje wziely gore. Wczoraj zostalam matka chrzestna, dzis dostala okres… mialam urodzic… Czekam by moc znow sprobowac, ale dopadlo mnie pociazowe zapalenie tarczycy… caly ten rok jest dla mnie stracony. Tak bardzo chcialabym dzis przytulic moje dziecko…

  • Odpowiedz na „jagnaAnuluj odpowiedź