parenting z życia wzięte

Moje dziecko nie będzie mnie ograniczać

Moje dziecko nie będzie mnie ograniczać.

Dokładnie tak myślałam już od samego początku kiedy zaszłam w ciążę z Marcelinką.

Myślałam, że przecież z małym dzieckiem można wszystko:  podróżować, chodzić do kawiarni, nie mieć planu dnia, wszystko robić spontanicznie. Myślałam nawet, że kiedy skończy roczek oddam ją do żłobka a sama wrócę do pracy.

Czy tak się stało? Przeczytajcie.

Gdy tak myślałam i miałam różne plany – nie znałam jeszcze temperamentu naszej córeczki 🙂

Po narodzinach małej pierwszym szaleństwem było to,  że gdy miała 2 tygodnie zabraliśmy ją na wakacje (na 2 tygodnie) ponad 300 km od domu.  Wprawdzie była to wieś,  ale jednak to była wyprawa (zmienianie pieluszek w trakcie jazdy, karmienie piersią, zatrzymywanie na parkingach, bo mała drętwiała w foteliku) a na miejscu i tak z tych wakacji nic nie użyłam.

Teraz nie wiem czy to był jeszcze szok poporodowy czy tak żałowałam  naszego starszego syna,

aby nie siedział latem w wakacje w  blokowisku.

Gdy mała skończyła  6 tygodni zapisaliśmy ją na kurs pływania (a co tam niech się uczy pływać od urodzenia).

Niektórzy rodzice na basenie dziwnie się na nas patrzyli i z ciekawości pytali ile to maleństwo ma tygodni ???.

Mała  na basenie tak zmarzła, ze trzęsła się z zimna jak galaretka,  więc odpuściliśmy sobie ten kurs pływania.

Jednak zdrowie dziecka jest najważniejsze. Ponownie zapisaliśmy ją na naukę pływania gdy skończyła 5 miesięcy.

Ponieważ nas syn trenuje piłkę ręczną i w związku z tym często wyjeżdża, my także pakowaliśmy nasze maleństwo do fotelika     i potrafiliśmy jechać  200 km w jedną stronę aby tylko móc mu  kibicować  na 1 czy  2 meczach.  Nie ważne było wtedy, że karmiłam małą na krześle szkolnego korytarza  w wielkim hałasie, jakoś nic mi nie przeszkadzało.

Zimą, gdy jeszcze leżał śnieg ja robiłam już plany wakacyjne. Wyobrażałam sobie, że pojedziemy za granicę, wypożyczymy samochód i zrobimy sobie wycieczkę objazdową np. po Hiszpanii.  To były plany – a skończyło się na wakacjach nad polskim morzem (całe szczęście, że akurat wtedy nie padało).

Mój zapał  do robienia wszystkiego z małym dzieckiem trwał kilka miesięcy, do czasu kiedy mała zaczęła chodzić i ujawniać swój temperament. Okazała się dzieckiem bardzo  żywym, które ciągle krzyczy, wiszczy i nie posiedzi w miejscu nawet  5 minut. Wtedy chyba odechciało mi się na jakiś czas podróżowania, a o posiedzeniu w kawiarni czy restauracji z córcią mogę tylko pomarzyć, zazwyczaj wygląda to tak, że trzeba za nią biegać.

Może moje małe dziecko mnie nie ogranicza, ale chyba stałam się wygodna, a cały zapał do robienia i jeżdżenia z małą jakoś się ulotnił.  Wolę poczekać jeszcze rok aż mała trochę wydorośleje i może wtedy wizyty w kawiarniach i jeżdżenie z naszą królewną będzie mniej uciążliwe.

 

Jeśli chodzi o żłobek, to pomimo tego, że często daje ostro popalić w ciągu dnia – nie miałam sumienia jej oddawać.

Jeszcze rok będzie z mamą, wkońcu to takie maleństwo 🙂

 

 

 

Przeczytaj również

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź