parenting z życia wzięte

Miłość rodzicielska się mnoży, nie dzieli. Czyli drugie dziecko kontra pierwsze

miłość rodzicielska

Miłość rodzicielska się mnoży, nie dzieli, czyli… drugie dziecko kontra pierwsze

Kiedy po raz pierwszy zostałam mamą w wieku 27 lat, przez pierwsze kilka lat wydawało mi się, że nikt na świecie nie kocha swojego dziecka tak, jak ja kocham swoje.
Myślałam też, że chyba drugiego dziecka już nie będę umiała tak kochać jak tego pierwszego i takie przekonanie towarzyszyło mi do momentu, kiedy po kilku latach zaszłam drugi raz w ciążę.
Niestety, druga jak i kolejna ciąża skończyły się poronieniem, a ja… ja już kochałam te dzieci w momencie ich poczęcia.

Nasza miłość macierzyńska…

…jest ogromna i teraz wiem, że niezależnie ile dzieci bym miała, wszystkie bym kochała ponad życie.
Po moich poronieniach nastąpiło kilka lat przerwy, był strach przed następną ciążą, dwa lata depresji związanej z moimi przejściami… Jedna miłość i potrzeba macierzyństwa zwyciężyły i po latach udało mi się urodzić zdrową córeczkę, którą kocham  miłością tak wielką, jak naszego pierworodnego syna.

Jako dojrzała kobieta inaczej przeżyłam…

…ciążę. Nie poszłam na zwolnienie lekarskie od pierwszych dni kiedy tylko dowiedziałam się, że jestem w ciąży – pracowałam do 7. miesiąca. Teraz wiem, że dobrze zrobiłam, skoro lekarz nie miał  żadnych zastrzeżeń co do przebiegu mojej ostatniej ciąży. W przeciwnym przypadku pewnie siedziałabym w domu i się zamartwiała, czy wszystko będzie dobrze.
Podczas drugiej ciąży psychicznie nastawiałam się pozytywnie, zakładając, że żadna depresja poporodowa mnie nie dopadnie, co miało miejsce zaraz po narodzinach naszego pierwszego dziecka.
Tym razem także nie poszłam do szkoły rodzenia, bo uznałam, że szkoda czasu i pieniędzy.

Połóg

Z uwagi na moje wady wrodzone, oba porody odbyły się poprzez cesarskie cięcie. Pierwszy był dla mnie straszny, byłam młoda i do dzisiaj pamiętam, że największy ból, jaki odczułam, to założenie cewnika. Przy ostatnim cesarskim cięciu, na szczęście, cewnik założono mi już po znieczuleniu, co także korzystnie wpłynęło na moje nastawienie do porodu.
Byłam przygotowana na ból pooperacyjny, jaki mnie czekał w pierwszych dobach, ale okazało się, że naprawdę nie był taki straszny, jak za pierwszym razem. Liczyło się dla mnie tylko to, że udało mi się urodzić naszą córeczkę.

Pierwsze dni z dzieckiem w domu

Po powrocie ze szpitala z naszym pierworodnym synem miałam depresję poporodową. Byłam strasznie przestraszona i myślałam nawet, co ja takiego zrobiłam? Oczywiście z upływem kilku dni wszystko się unormowało – miłość rodzicielska i troska dyktowały każdy kolejny krok.
Gdy ze szpitala wróciłam z naszą córeczką, o żadnej depresji nie mogło być mowy, ponieważ dla mnie było cudem to, że ona istnieje.

Spacery

Do dzisiaj pamiętam, jak w środku zimy cieniutko ubrałam naszego syna na pierwszy spacer. 🙂 Potem codziennie, o stałej godzinie, biegałam z wózkiem na spacery, bo przecież dziecko musi być codziennie na dworze.
Teraz tak nie mam, gdy dobrze bawimy się z domu, a ja nie mam ochoty na spacer, wolę zabrać małą do kawiarni czy pojechać do koleżanki na kawę. Gdy jest piękna pogoda wtedy jak najbardziej spacer jest wskazany. Ale tak jak napisałam – nic na siłę.

Rytuały

Rytuały gościły i goszczą w naszym domu od momentu narodzin naszego syna. Stosuję je także teraz, ponieważ widzę, jak to zaprocentuje w przyszłości. O tym możesz poczytać tu.TUTAJ.

Choroby

Towarzyszą nam na każdym niemal etapie rozwoju dziecka. Na szczęście, nauczyłam się przez te kilkanaście lat, że nie biegnie się z dzieckiem do lekarza od razu, kiedy tylko zakaszle. Trzeba dać chorobie czas, aby się rozwinęła i jeśli dziecko nie gorączkuje, udać się do lekarza na drugi czy trzecie dzień. Wtedy mamy pewność, że lekarz szybciej postawi właściwą diagnozę na co choruje nasz maluszek.
I na koniec mała ciekawostka: kiedyś wyczytałam że dziecko choruje 10 dni. Trzy dni choroba się rozwija, potem 3 dni dziecko choruje, a 4 dni zdrowieje. Ma to sens tylko wtedy, kiedy od lekarz właściwie zbada dziecko, odkryje chorobę i dobierze odpowiednie leki.

A miłość?

Miłość rodzicielska do dziecka czy pierwszego, drugiego i kolejnego jest taka sama: nie ma końca. Ja kocham także moje dzieci, którym nie dane było się urodzić.

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, kliknij „Lubię to” na moim profilu na Facebooku:

Markatomi.pl

lub udostępnij go swoim znajomym.

ZOSTAW ŚLAD, ŻE TU BYŁEŚ/AŚ – TO DLA MNIE BARDZO WAŻNE !

Dziękuję!

 

Przeczytaj również

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź