parenting z życia wzięte

Kiedy pewne wyobrażenia i plany biorą w łeb

plany i wyobrażenia

Kiedy pewne plany i wyobrażenia biorą w łeb

Plany i wyobrażenia o rodzicielskiej sielance to chyba domena wszystkich mam. Jestem niemal pewna, że są tutaj mamy, które tak jak ja, gdy zachodziły w ciążę, miały swoje wizje, jak to będzie, kiedy już urodzą swoje wymarzone dziecko?

Kiedy zaszłam w pierwszą ciąże z naszym synem, miałam wielkie plany i wyobrażenia, jak to będzie, gdy już się urodzi. Na pewno będę z nim codziennie chodziła na spacery do parku, on będzie grzecznie spał w wózku, a ja będę mogła siedzieć na ławce i czytać książki. Kiedy podrośnie, będziemy chodzili za rączkę na spacerki. A kiedy będzie już dużo większy, na pewno nauczę go, pięknie grać na pianinie. Marzyłam też, aby był dzieckiem żywym, takim małym łobuziakiem.

Ach te plany, plany, plany…

Czy moje plany i wyobrażenia spełniły się, chociaż w minimalnym stopniu? Absolutnie nie.

Od urodzenia syn był dzieckiem bardzo ciekawym świata, nie chciał leżeć w wózku, bo nic nie widział, a ja tak naprawdę nigdy tej książki w parku nie wyjęłam nawet z torebki. Kiedy zaczął już samodzielnie chodzić, to pokochał biegi i zamiast iść ze mną za rączkę, zawsze wolał biec 5 metrów przede mną. Nauka gry na pianinie zakończyła się tym, że chodził przez kilka miesięcy na naukę gry na keyboardzie. Owszem poznał nuty, ale… tym się skończyło.

Nigdy też nie należał do dzieci, które są małymi łobuzami 🙂

Z drugim dzieckiem na pewno będzie inaczej!

Kiedy po latach zaszłam w drugą ciążę z naszą córeczkę, także miałam jakieś plany i wyobrażenia. Ale już nie tak duże, jak za pierwszym razem. Byłam jednak pewna, że małe dziecko nie będzie mnie w niczym ograniczało. Że będę podróżowała, oddam ją do żłobka jak tylko skończy roczek oraz zapiszę ją do szkoły tańca (bo przecież już od roku też przyjmują :)).

Nie wiem jak to jest, że chociaż wiemy, że z tych naszym planów i wyobrażeń to i tak pewnie nic nie będzie, to i tak je mamy.

Marcelinka oczywiście, gdy skończyła roczek do żłobka nie poszła, bo mi jej było bardzo szkoda. Stwierdziłam, że nie mam serca oddawać tak małego dziecka na pół czy cały dzień pod obcą opiekę, więc musi pobyć jeszcze z mamą cały następny rok. Jeśli chodzi o ograniczenia, to owszem, one się u nas pojawiły, ale tylko dlatego, że sama chyba stałam się wygodna i wolałam zostać w domu niż męczyć siebie i małe dziecko w podróżach.

Gdy już skończyła roczek, stwierdziłam też, że z tą szkołą tańca jeszcze jednak poczekam. Przecież roczne dziecko jeszcze dobrze nie kuma, o co chodzi 🙂

Roczne dziecko i szkoła tańca, to teraz wg mnie naciąganie na kasę rodziców, którzy są tak zakochani w  swoich dzieciach, że chociaż dziecko jeszcze dobrze nie chodzi już mają cały plan na jego dalsze życie 🙂

Podsumowując, nic już nie planuję, nie mam wyobrażeń jak to będzie za rok czy za dwa. Życie samo zweryfikuje nasze plany albo zrobią to nasze dzieci, idąc za swoimi zainteresowaniami. Musimy podchodzić do wszystkiego bardziej na luzie, za mocno nie trzymać się naszych „planów rodzicielskich”.

Napiszcie, czy też miałyście plany wobec waszych jeszcze nienarodzonych dzieci? I jak one się potem miały do rzeczywistości?

Pozdrawiam

 

 

 

Przeczytaj również

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź