parenting

Przeklinanie u dzieci – czy jest na to rada?

przeklinanie

Przeklinanie u dzieci – temat delikatny i trudny

Przeklinanie u dzieci nie jest niczym nowym w naszej codzienności. Dzieci są jak gąbka – chłoną wszystko, co je otacza.
Jeżeli mówimy do nich ładnie, bez błędów językowych, codziennie poszerzamy ich słownictwo – będą tym dysponować jako nową i utrwalaną umiejętnością. I dokładnie tak samo jest z przeklinaniem.

U nas w domu? To niemożliwe…

Dziecka nie da rady wychować pod kloszem. Pewnego dnia wyjdzie do innej grupy społecznej – na podwórko, do przedszkola, szkoły… Wszędzie tam – podobnie jak w domu – chłonąć będzie to, co usłyszy i czego doświadczy. Ale zanim „oskarżymy” towarzystwo czy skrytykujemy wychowanie dzieci naszych sąsisadów… najpierw sami uderzmy się w piersi. Bo czy naprawdę NIGDY nie zdarzyło się nam stracić cierpliwość i rzucić „grubszym” słowem? I wcale nie musiało to być w rozmowie z dzieckiem: samochód nie odpalił rano, szef nam podniósł ciśnienie, winda nie działa albo oparzyliśmy się gorącą parą z czajnika. I nawet gdy my nie zdajemy sobie sprawy z tego, co padło z naszych ust – dziecko zapisało to na swoim twardym dysku jak każde inne, nowo zasłyszane słowo. Czyli – do użytku…

Jak zaradzić?

Po pierwsze – rozmowa. Nie można mieć pretensji do dziecka, że zupełnie nieświadomie i nie znając definicji jakiegoś słowa zaczyna go używać. Wytłumaczenie niestosowności zachowania będzie lepsze i skuteczniejsze niż zamiecenie tematu pod dywan i udawanie, że problemu nie ma albo ostra, niezrozumiała dla dziecka reprymenda. Postarajmy się ustalić, gdzie i w jakich okolicznościach jakieś przekleństwo zostało zasłyszane – to może wiele wyjaśnić. Inna kwestia, to powody, DLACZEGO dziecko przeklina. Być może uznaje, że tylko w ten sposób zwróci na siebie uwagę, bo my bardziej skupiamy sie na tv czy smartfonach niż na nim i jego potrzebach. Przeklinanie może także świadczyć o jakichś problemach emocjonalnych i taki rodzaj ekspresji daje poczucie ulgi. Wskazana jest wtedy wizyta u dziecięcego psychologa.

Motyla noga!

Przeklinanie u dzieci możemy czasami zamienić w żart, zdejmując z „brzydkich słów” ich ciężar gatunkowy. Chce przeklinać? Cóż, nie jest to fajne, ale od teraz niech używa sformułowań „motyla noga”, „kurka wodna” czy innego, wspólnie wybranego. Niech to wywoła raczej śmiech, stanie się ulubionym, lekkim powiedzonkiem, znanym tylko „wtajemniczonym” albo będzie sygnalizować o nadchodzącym napięciu. Ustalmy, że jakieś słowo, np. „pimpek” to sygnał od dziecka: jest mi źle, jestem zdenerwowany, zdezorientowany, nieszczęśliwy, zły. Zanim dziecko się rozhuśta, porozmawiajcie, to najlepsza droga do rozładowania napięcia.

A co, jeżeli nic nie pomaga?

Słoik-skarbonka z ustaloną wielkością mandatu może zdziałać cuda 🙂 Złotówka czy pięć złotych, a nawet „dycha” – każda utracona kwota coraz skuteczniej będzie „odzwyczajać” od tej wątpliwej rozrywki…

Przeczytaj również

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź