parenting z życia wzięte

To miłość czy tylko ambicja?

miłość czy tylko ambicja

Co kieruje rodzicami – miłość czy tylko ambicja?

To trudne pytanie, bo wymaga szczerości – co w nas dominuje: miłość czy tylko ambicja? Skąd to pytanie? Bo gdy na świat przychodzi dziecko – wszystko staje na głowie. Dosłownie! Tracimy zdrowy rozsądek, ale mamy do tego prawo – tak nas napędza miłość. Ale z tej wielkiej miłości, oddania i troski potrafimy przekraczać cienką granicę między wsparciem a… wybujałą ambicją.

„Nie ma dzieci – są mali ludzie”

Tak pisał w swojej pracy Wojciech Korczak. My – dorośli i rodzice – nie lubimy, gdy ktoś nas poucza, steruje nami, wręcz lepi nas na jakiś „wzór i podobieństwo”. Tym bardziej trudno jest nam zrozumieć, że takie coś można robić z miłości. A jednak często robimy to naszym dzieciom, które kochamy ponad wszystko. Może dlatego, że w naszej opinii wiemy najlepiej, co jest dla tych małych ludzi najlepsze? Intencje są dobre, ale skutki mogą być opłakane.

Kim są rodzice?

Sprawa zasadnicza – przede wszystkim i ponad wszystko jesteśmy rodzicami. To do nas należy dbanie o wszelkie potrzeby dziecka, na nas spoczywa odpowiedzialność za ich prawidłowe wychowanie. Rodzic może być przyjacielem, ale najpierw jest nauczycielem, wsparciem, drogowskazem. I nikt nie dał nam prawa, aby zamiast pozwalać dziecku wzrastać, wykręcamy je na wszystkie strony, żeby pasowało. Do czego? Do tego, co sobie zamarzyliśmy: żeby było adwokatem, lekarzem, baletnicą, wirtuozem, poliglotą, profesorem, olimpijczykiem… W konsekwencji, zamiast dać tej delikatnej roślince solidne oparcie, organizujemy mu prawdziwe piekło.

Czy Twoje dziecko ma czas być… dzieckiem?

Często na skutek rodzicielskiej ambicji dziecko nigdy nie odpoczywa. Po kilku godzinach w szkole, gdzie jego naturalna energia i nierzadko kreatywność są sukcesywnie tłumione i ograniczane, natychmiast musi zasiąść do lekcji, gam, pójść na trening, żeby wieczorem dosłownie paść na twarz i zasnąć ze zmęczenia. Bo ma być KIMŚ. Ale kim? Kimś, kim nam nie udało się zostać? Kimś, kto będzie lepiej pasował do oczekiwań? Ale właściwie – dlaczego nie może zostać… sobą?

Oczywiście nie mówię tu o pasjach samego dziecka – cudownie, gdy rodzic odkrywa naturalne talenty dziecka i dokłada wszelkich starań, aby ten diament oszlifować. Wozi na treningi, do modelarni, na języki albo do szkoły muzycznej. No właśnie: ALBO. A nie wszystko razem.

Zapomnij o własnych ambicjach. Kochaj mądrze!

Niewielu tych sztucznie „napompowanych” niespełnionymi marzeniami rodziców „omnibusów” kończy sukcesem. Zbyt wiele to recepta na porażkę. Czy my – rodzice – też tak gnamy? Trenujemy, ćwiczymy, nieustannie się uczymy? Mamy tydzień do dyspozycji i z utęsknieniem czekamy nie tylko na koniec pracy, ale i na weekend. I dam sobie rękę uciąć, że większość z dorosłych czas wolny spędza na kanapie, przed telewizorem czy ekranem laptopa, pokrzykując na dziecko, żeby nie ustawało w swojej naprawdę ciężkiej pracy. A bywa, że pracy wbrew jego marzeniom, talentom, pasjom. Nie ma siły – z piłkarza nie zrobimy pianisty, a z przyszłego projektanta mody – inżyniera. Chcąc realizować własne plany czy ambicje, niszczymy marzenia naszych dzieci, nieustannie podnosząc im i tak wysoko postawioną poprzeczkę. Więc jak z nami jest: to miłość czy tylko ambicja?

Samotność dziecka jest bolesna

Smutne jest to, że dzieciom tak trudno zobaczyć w tym wszystkim właśnie tę miłość i troskę, deklarowaną przez rodziców. Czują jedynie zmęczenie, koszmarną presję i w przypadku porażki – potęguje się frustracja i spada poczucie własnej wartości. Czują się samotne w swoich zmaganiach, wystawione na nieustanne oceny, pozbawione przyjaciół; kogoś, kto wysłucha i pomoże.

Obserwowanie dziecka z boku, bez narzucania mu sztywnych i często trudnych do realizacji celów sprawi, że w cieple naszej troski rozwinie skrzydła w swoich talentach. A wtedy odpowiednie motywowanie (a nie zmuszanie), wspieranie, poświęcanie swojego czasu na uczestniczenie w tym rozwoju zaowocują w przyszłości ogromnym szacunkiem i wdzięcznością. Nie będzie miejsca na żal czy pretensje, ponieważ dziecko, a potem człowiek dorosły – będzie robił to, co kocha i sprawia mu przyjemność. W przeciwnym przypadku będziemy bezsilnymi obserwatorami sytuacji, gdy nasze dzieci będą tak samo „tresować” swoje dzieci, bezwiednie powielając fatalne wzorce.

Jest duża różnica pomiędzy orłem i nielotem. Zaczynamy dziś, już, teraz. Pytanie: kogo chcemy wychować i co nami tak naprawdę kieruje… miłość…? czy tylko ambicja…?

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, kliknij „Lubię to” na moim profilu na Facebooku:

Markatomi.pl

lub udostępnij go swoim znajomym.

Dziękuję!

Przeczytaj również

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź