z życia wzięte

Zimo, odejdź już…….

choroby zimą

Zima. Jak ją przetrwać?

Czy zdarzało Ci się mieć myśli: a rzucę to wszystko w cholerę, wyjadę na dwa dni sama lub z mężem, oderwę się od wszystkiego, zaszyję w głuszy i po prostu odpocznę? Mnie dopada to zawsze, gdy zimą dzieci zaczynają chorować…
Ja miewam takie myśli i uważam, że to wcale nie jest nic nienormalnego.
Chociaż kocham swoje życie, swoją rodzinę, dzieci, dom, sprzątanie i wszystko, co wiąże się z codziennością, to nie ukrywam, że jeśli raz na rok mogłabym wyjechać chociaż na dwa dni do całkowitej głuszy, gdzie nikt by mi nie przeszkadzał w czytaniu książek, gdzie nie musiałabym gotować, sprzątać, pracować, biegać po lekarzach z dziećmi – byłabym bardzo szczęśliwa 🙂

Zatrzymać gonitwę

Czy to nie dziwne, że byłabym szczęśliwa za podarowanie mi zaledwie dwóch dni w roku? Takich tylko dla mnie lub dla nas.  Żeby nie myśleć o chorobach zimą, o niemożności realizacji jakichkolwiek planów? Nie, to nie jest dziwne. To jest normalne. Normalne, że jak każdy odczuwam zmęczenie, znużenie, irytację… Przede wszytskim jestem mamą, żoną, ale czekam na ten dzień, w którym przypomnę sobie o… sobie, o swoich potrzebach. I ciągle mam nadzieję, że te dwa dni kiedyś będą moje, ale póki co…

…proza życia…

jest taka, że zmagamy się z zimowymi chorobami, że nie mamy z kim zostawić naszej malutkiej córeczki, a powierzenie jej na dwie doby opiekunce – jak dla mnie – nie wchodzi w grę. Nie mamy takiej zaufanej osoby, a na rodzinę raczej nie możemy liczyć. Jak w takim razie poradzić sobie z narastającym zmęczeniem i uczuciem zagonienia?

Aby do wiosny!

Na razie zadowalamy się tym, że raz na jakiś czas możemy chociaż we dwoje z mężem wyjść do teatru czy do kina. To zaledwie dwie-trzy godziny, ale jakże cenne. Ratujemy się drobnymi przyjemnościami, bo ten sezon zimowy w ogóle nie jest dla nas łaskawy. Ach, jaka byłam szcześliwa, kiedy pod koniec października zadzwoniono do mnie, że nasza córeczka dostała się do państwowego żłobka! Już planowalam, co zrobię w tym czasie, kiedy mała będzie w żłobku, jakiej pracy poszukam, a może otworzę swój biznes?
Skończyło się na tym, że wszelkie plany poszły w łeb, bo mała tak zaczeła chorować i choruje nadal, że podjecie przeze mnie pracy w tym momencie jest wręcz niemożliwe. W listopadzie udało się pobyć Marcelince 5 dni w żlobku, w grudniu 3 dni i w styczniu 5. Ten cykl zna chyba każda mama, której dziecko rozpoczęło przygodę ze żłobkiem: po jednej chorobie… przychodzi następna.
Czekamy z utęsknieniem na wiosnę, łudząc się nadzieją, że wraz z wiosną wszystkie choroby odpuszczą, a ja będę mogła już nie tylko planować, ale i te plany realizować.

Przeczytaj również

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź